top of page
#TRAVEL #NOMAD #EXPERIENCES

Skok na głęboką wodę

6_plener.JPG

The Bosphorus Cross-Continental Swimming Race jest kultową, coroczną imprezą pływacką, która odbywa się między kontynentami na wodach cieśniny Bosfor, oddzielającej Europę od Azji. Od 1989 roku, zawody organizuje Turecki Komitet Olimpijski i bierze w niej udział ponad dwa tysiące pływaków z całego świata. Uczestnicy mają do przepłynięcia sześć i pół kilometra. Startują z azjatyckiego brzegu cieśniny w okolicy wioski Kanlica, a kończą na jej europejskim krańcu, w parku Cemil Topuzlu w Stambule. 

Ci, którzy mają szczęście, korzystają z przychylnego prądu powierzchniowego, który niesie ich w kierunku mety. Ci szczęściarze następnie otrzymują tytuł pływaków międzykontynentalnych. Pechowcy wpadają w wir prądów wstecznych lub zostają porwani przez prąd poniżej mety, co jest jednoznaczne z dyskwalifikacją. 

W 2023 roku, w imprezie wzięło udział 2641 osób. Zwycięzca pokonał dystans 6,5 km w czasie 41 minut i 22 sekundy.

 

1991 rok, mam osiem lat, Częstochowa

Nie wiem jak mam powiedzieć mamie, że jutro nie chcę iść na basen. Wydaje mi się, że nawet nie mogę jej tego powiedzieć. Byłaby wtedy chyba bardzo rozczarowana. 

W każdą sobotę jeździmy autobusem na drugi koniec miasta na moje lekcje nauki pływania. To jest WYPRAWA. Ukoronowaniem jej poziomu skomplikowania są moje długie włosy. Po zajęciach na basenie zawsze czuję mocny zapach chloru na skórze i wszystko pod czepkiem jest skołtunione. Rozczesywanie włosów jest bolesne, a ich suszenie trwa w nieskończoność. Jedynie chodzenie w różowych klapkach-fakirkach sprawia mi przyjemność. Białe kolce w wewnętrznej podeszwie klapków przyjemnie masują stopy.

 

Najciężej jest zimą. W domu zakładam na siebie wiele warstw, okrywam się niczym cebula. Najgłębszą warstwą jest żółty jednoczęściowy kostium z niebieską kokardką na plecach i czerwonymi ramiączkami. To jest dziwne doświadczenie, tak patrzeć przez szybę w autobusie jak pada śnieg, mając na sobie kostium kąpielowy.

 

Zajęcia na basenie chyba powinny sprawiać przyjemność. Lubię na przykład pływać z deską, czuję się wtedy bezpiecznie. Mogę się czegoś trzymać i macham sobie nogami. Niestety, zawsze, wiem to, na tych zajęciach nastąpi TEN moment. Pan J. będzie kazał nam wyjść z basenu po drabince i przejść do jego części z głęboką wodą.

 

Czasami mi się to śni. Czuję pchnięcie i wpadam do wody. Nie wiem co się wówczas dzieje, gdzie jestem, nic nie widzę. Pod wodą niewiele słyszę. Czasami docierają do mnie urwane słowa, jakiś śmiech, głównie szum. Wyciągam do góry prawą rękę i po omacku szukam kija. To jest moje wybawienie. Jeszcze chwila i będę uratowana! Chcę to przetrwać. 

Chwytam się mocno kija, pan J. wyciąga mnie na brzeg, zazwyczaj mruczy pod nosem coś niemiłego, po czym każe mi ponownie stanąć na słupku startowym. Dostała mi się woda do nosa, to trochę jest nieprzyjemne i boli. Mama patrzy na mnie przez szybę - jest po drugiej stronie basenu i się do mnie uśmiecha. Macham do niej. Nie chcę, żeby się o mnie martwiła. Tyle osób w rodzinie regularnie pyta się, kiedy ja w końcu nauczę się pływać. Staję na słupku i wiem, że za moment pan J. wrzuci mnie do wody jeszcze raz.

 

To trwało jakiś czas, krócej niż dłużej. Po tych doświadczeniach nie stanęłam na słupku startowym i nie pływałam przez ponad kolejnych trzydzieści lat. Woda mnie przyciągała, ale bardzo się jej bałam. 

1.jpeg

Kostium kąpielowy, który zakładałam na lekcje nauki pływania. Fot. Marta Kwiatkowska

2023 rok, mam czterdzieści lat, Stambuł 

Zacumowaliśmy! Trzy duże żeliwne statki stanęły równolegle do siebie. Słyszę na przemian zgrzyt metalowych drzwi, wuwuzele, dopingujące oklaski i pożegnania. Jest duszno i śmierdzi. Zapach potu i wazeliny przyprawiają mnie o zawrót głowy. Wiem, że bransoletka, którą mam na kostce u nogi, nie zacznie odliczania czasu dopóki nie stanę na pontonie, który jest przycumowany do statku. Za moment mam przepłynąć sześć i pół kilometra i okiełznać prądy, które wirują w cieśninie Bosfor. Najbardziej boję się początku, boję się skoczyć!

 

Jest wysoko, waham się. Przypominam sobie jak trener mówił, że to jest najbardziej niebezpieczny etap zawodów. Dwa i pół tysiąca osób prześciga się, żeby wskoczyć do kipieli. Ktoś niechcący może skoczyć na Ciebie, nie jest o to trudno. Mnie zmroziło. Stoję na krawędzi, mój czas już zaczął się odliczać, ale ja nie czuję się komfortowo. Co chwilę ktoś mnie wyprzedza i wskakuje w miejsce, które właśnie sobie upatrzyłam. Przyglądam się ze zdziwieniem. Najpierw na powierzchnię wychodzą bąbelki, potem wynurza się ciało, które po kilku sekundach bezwładności dostaje zastrzyk energii, co uruchamia masywną pracę ramion. 

2.JPG

Kanlica, początek zawodów. Fot. galeria the 35th Samsung Bosphorus Cross-Continental Swimming Race dostępna tutaj

Stałam tak może trzy sekundy, może krócej. W mojej głowie była to wieczność. 

Czy chcesz wskoczyć? - usłyszałam głos mężczyzny za swoimi plecami. Bez wahania odpowiedziałam mu szybkim: tak! Mężczyzna przyjął strategiczną pozycję i ustawił się teraz swoimi plecami do moich pleców, rozpostarł swoje ramiona i na magiczne dwie sekundy zablokował innych pływaków. To była moja chwila. Raz się żyje! Wskoczyłam. 

 

Woda była przyjemna, cieplejsza niż się spodziewałam. Wokół mnie było dużo ludzi, ale nie musiałam unikać kopnięć czy zamachów łokciami. Było komfortowo, w pewnym sensie, nawet błogo. Poczułam przypływ adrenaliny. To teraz kurs na przęsło pierwszego mostu!, zadecydowałam. Perfekcyjna nawigacja była moim priorytetem. 

 

Most Sułtana Mehmeda Zdobywcy zrobił na mnie ogromne wrażenie. Rozciąga się nad Bosforem i łączy Azję z Europą. Jego przęsła są masywne. Z perspektywy wody jestem wobec niego taka mała. Dostrzegam, że po moście płynnie przejeżdżają samochody. Kładę się na chwilę na plecach i po prostu się tym cieszę. 

 

Nie zamierzam się przecież ścigać. Chcę płynąć i mieć z tego przyjemność. Zawsze o tym marzyłam, ale przez wiele lat bałam się to robić. 

 

Czasami przechodzę z kraula do żabki. Żabka pomaga mi w precyzyjnym trzymaniu kursu. Przy tak silnym prądzie można bardzo szybko stracić kontrolę nad celem. 

 

Strach ze mnie opada. Ooo, to jest nawet łatwe! Do głowy skrada się podstępna myśl, którą natychmiast wyrzucam. Mam wrażenie, że wszyscy mnie wyprzedzają. Przezroczysta meduza, która wdzięcznie faluje - pomachałam jej. Wielu skoncentrowanych pływaków, którzy cisną nie zwracając uwagi na nic. I para - on co chwilę zwalnia i czeka na nią. 

Spotkałam też trzech Turków, którzy na tak zwanym nielegalu korzystają z tymczasowego zamknięcia cieśniny, jednego z najbardziej ruchliwych szlaków żeglugowych na świecie i cieszą się z kąpieli w jej wodach, czego na co dzień nie mogą robić. 

 

I nagle zauważyłam błyskające światło. Finisz pojawił się szybciej niż się tego spodziewałam. Skup się! Nie schrzań tego! To już? Czy jeszcze? Kątem oka zauważam jedną z motorówek organizatorów. Ktoś zaczął do mnie machać i wskazał mi kierunek na światło. Wątpliwości zniknęły - to już! Kurs czterdzieści pięć stopni!

 

Poczułam opór wody. Zaczęło się! Prąd spycha mnie w lewo i nie chce puścić. Zrób korektę kursu! Uruchamiam wszystkie zapasy energii. Tutaj żabka się nie sprawdzała. Postanawiam, że przez dłuższą chwilę nie będę sprawdzać kursu, tylko cisnę kraulem na maksa. Potrzebowałam poczuć, że posuwam się do przodu. Ok, działa! Wokół mnie pojawiało się coraz więcej osób. To chyba dobrze, pomyślałam. 

 

Im bliżej finiszu, tym opór był coraz większy. Woda była skotłowana. Zachowywała się, jak gdyby nie chciała wypuścić mnie na brzeg. Płyń ze mną dalej! Zdawała się kusić.

 

Widzę drabinki!!! Teraz to już tylko cała naprzód! Po omacku wyciągam prawą rękę w górę w poszukiwaniu drabinki. Jest! Chwytam się metalowej rączki i stawiam  stopy na pontonie. Zakręciło mi się w głowie i myślałam, że upadnę. Przez moment czuję, że jestem w ciele tej małej dziewczynki w żółtym kostiumie, z niebieską kokardką na plecach i czerwonymi ramiączkami. Zrobiłam to! Odwracam się na chwilę i patrzę w kierunku wody. Kilkaset zsynchronizowanych ramion nadal walczy o dotarcie do finiszu. Ja czuję się już bezpiecznie, a tam wrze! Na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech, a w oczach łzy.

3.JPG

Piękna zsynchronizowana praca ramion w kierunku mety. Fot. galeria the 35th Samsung Bosphorus Cross-Continental Swimming Race dostępna tutaj

Czasami zdarza się, że w życiu doświadczamy sytuacji, które niekoniecznie są dla nas konstruktywne. Negatywne myśli i emocje związane z nimi pozostawiają nieprzyjemny ślad. Mogą nawet obniżać naszą samoocenę. Tego, co już było, nie możemy zmienić. Mamy natomiast wpływ na to co dzieje się tu i teraz. Działając i mając nowe doświadczenia zdobywamy nowe wspomnienia i możemy na nowo kształtować siebie. Mnie się to udało!

4.JPG

Zmęczenie połączone z radością po przepłynięciu cieśniny. Fot. Tomasz Rutkowski

5.png

Dyplom pływaka międzykontynentalnego 

Screenshot 2024-04-19 at 8.28.27 AM.png

Joanna

Rutkowska

Joanna Rutkowska

Współczesna nomadka. Pomieszkuje w dużych miastach, takich jak Warszawa, Tallin, Nowy Jork, czy Dubaj, aby stamtąd wyruszać w podróże po bezdrożach, falach lub w głąb siebie. 

Łączy pracę naukową z zakresu projektowania usług dla dobrego samopoczucia z praktyką jogi, żeglarstwem i pływaniem. 

 

W ramach doktoratu zrealizowanego na Tallinn University w Estonii, stworzyła narzędzie do przekazywania wyników pracy projektantów do biznesu. Na KULeuven w Belgii poznawała tajniki sztucznej inteligencji. Praktykę projektową doskonaliła w StudioLab na TUDelft w Holandii. Uczyła się pisać o dizajnie w School of Visual Arts w Nowym Jorku. Z kolei w IDEO U Community of Practice rozwijała kompetencje z obszaru kreatywnego przywództwa. 

 

Jest licencjonowanym skipperem jachtowym i nauczycielem jogi. Ostatnio podjęła studia z zakresu terapii jogą w ramach programu Yoga Therapy oferowanego przez szkołę Shvasta w Chennai w Indiach. 

 

Dla Mentalist pisze o podróżach wpław, pod żaglami, z namiotem na dachu oraz praktykach pracy z ciałem i duchem.

bottom of page